Jump to content
thc-thc.com
ganjafarmer.com.pl
dutch-passion.com GROWSHOP HEMP.PL thc-thc.com

Marihuana. Buchem w prawo!


baranadm

Recommended Posts

Polecam ten artykuł!

Temat legalizacji marihuany nieustannie wzbudza wielkie emocje. Mamy jej zwolenników i przeciwników, podejmowane są działania oraz przeciwdziałania, o legalizacji mówi się albo milczy wymownie. Pewne jest jedno: poglądy możemy mieć skrajnie odmienne, ale z faktami dyskutować nie sposób.

Marihuana jest najczęściej stosowanym nielegalnym narkotykiem na świecie. Szacuje się, że w USA około 4,3 proc. ludzi pali ją codziennie. W roku 2003 Krajowe Biuro do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii ustaliło, że 36% młodych Polaków w wieku 17-18 lat przynajmniej raz w życiu paliło marihuanę; co ósmy nastolatek zażywa ją stale. Z innych źródeł wynika, że w Polsce marihuanę pali od 1 do 3 milionów osób.

Specjaliści, porównawszy badania z lat 1995, 1999 i 2003, szacują, że zmiany regulacji prawnych polegających na zwiększeniu penalizacji okazały się nieskuteczne. Przypomnijmy – w roku 1997 wprowadzono w Polsce odpowiedzialność karną za posiadanie niewielkich ilości, trzy lata później, w roku 2000 zaostrzono przepisy, karząc nawet za posiadanie śladowych ilości konopi na tzw. użytek własny.

Z ocen młodzieży wynika, że dostępność do marihuany w ostatnich latach zwiększyła się znacznie. Jednocześnie w porównaniu do nastolatków z innych krajów UE młodzi Polacy deklarują łatwiejszy dostęp do alkoholu, papierosów i narkotyków, a jednak spożycie alkoholu i papierosów w naszym kraju jest niższe, niż u pozostałych badanych nastolatków. Wniosek nasuwa się sam – to nie dostępność decyduje o tym, czy młodzi piją, palą i zażywają narkotyki.

Za posiadanie nawet śladowych ilości marihuany grożą trzy lata więzienia. Tyle samo kodeks karny przewiduje za: podszywanie się na wojnie za Czerwony Krzyż (lub Czerwony Półksiężyc), świadome narażenie na zakażenie wirusem HIV, szantaż groźbami i przemocą, sutenerstwo, molestowanie seksualne, porzucenie lub porwanie małoletniego do lat 15, narażanie pracownika na śmierć lub choroby, publiczne nawoływanie do zbrodni, fałszywe zeznania, kradzież, lichwę... lista świństw, których można dopuścić się wobec bliźniego za trzy lata więzienia jest naprawdę długa. Czy uczciwe jest równanie szkodliwości wymienionych wyżej czynów z paleniem tej rośliny? Czy palacz, spędziwszy trzy lata w zamkniętej celi w towarzystwie sutenera, faszysty czy złodzieja wyjdzie na wolność jako lepszy człowiek? Czy przypadkiem zaostrzenie przepisów nie sprawiło, że dziesiątki tysięcy młodych ludzi z powodu błahego przecież ekscesu o znikomej szkodliwości społecznej zostało skazanych na marginalizację i społeczne wykluczenie? Bezskutecznie usiłując zredukować spożycie marihuany nagminnie łamiemy prawa człowieka. Czy to nie szaleństwo?

A jeśli marihuana rzeczywiście jest tak szkodliwa, jak chcą przeciwnicy jej legalizacji, to czy restrykcyjne prawo nie "kryminalizuje" jednostek najsłabszych, chorych, zniewolonych przez nią i uzależnionych? Czy to nie wbrew idei zdrowia społecznego i państwa opiekuńczego?

Jeśli o publicznej moralności mowa, warto przyjrzeć się historii prohibicji w USA. Więzienia pękały w szwach, ogromna ilość społecznych pieniędzy szła na walkę z alkoholową kontrabandą, a wóda, bez względu na okoliczności, i tak lała się strumieniami ze wszystkich stron. W mniemaniu Amerykanów wykształciła się wówczas niebezpieczna świadomość, że prawo i moralność to dwie odrębne rzeczy. Czy nie tak samo dzieje się u nas? Uczestnicy odbywającego się co roku Marszu Wyzwolenia Konopi (w tym roku miało to miejsce 23 maja w Warszawie) skandują: To prawo jest kruche, bo łamię je buchem! Czy nie mają racji?

W lutym 1998 świat obiegła sensacyjna wiadomość: angielski „New Scientist” ujawnił na swoich łamach, iż ONZ zataił jeden z opracowanych trzy lata wcześniej raportów. Był on częścią Analizy porównawczej zdrowotnych i psychologicznych skutków używania alkoholu, konopi, nikotyny i opiatów. Opierając się na analizie badań naukowych ocenzurowany rozdział porównywał zagrożenie płynące z używania legalnych używek - alkoholu i nikotyny z używaniem marihuany. Wniosek: na najmniejsze ryzyko zdrowotne narażają się użytkownicy marihuany.

Co ciekawe, specjaliści dzielą użytkowników tej rośliny na rekreacyjnych i medycznych. Zawartym w marihuanie tetrahydrokannabinolem wspomaga się na świecie leczenie wielu chorób, min. stwardnienia rozsianego, depresji, zaburzeń łaknienia po chemioterapii i AIDS, anoreksji i Alzheimerze. (Lekiem, zawierającym syntetyczny THC [znany pod nazwą dronabinol], jest np. dostępny w USA i Holandii Marinol). Inne badania mówią, iż używanie THC może powodować zmniejszenie energii życiowej i zwiększać ryzyko zachorowalności na depresję i choroby psychiczne. Wniosek może zdumiewać: medyczni dostają THC jako lekarstwo na depresję, u rekreacyjnych ta sama substancja depresję powoduje (rekreacyjni są też za jej używanie dodatkowo karani!). Warto pamiętać, że badanie szkodliwości omawianej rośliny jest w wielu krajach kwestią polityczną, stąd sprzeczności w podawanych do wiadomości publicznej danych.

Wydaje się, że w strategii przeciwdziałania handlu i używaniu marihuany nie sprawdziła się rola represji karnej. Zaostrzanie kar wobec użytkowników tej rośliny przynosi szereg niepożądanych skutków ubocznych, zaś wśród tych milionów użytkowników, którzy mieli szczęście nie trafić za kraty rodzi niebezpieczne przekonanie, że prawo i moralność to dwie odrębne sprawy. Przez restrykcyjną penalizację zafałszowaniu ulega też rzeczywista skala spożycia marihuany, a co za tym idzie, niemożliwa staje się ocena rzeczywistego wpływu THC na ludzki organizm.

Na świecie wciąż trwa dyskusja nad kwestią etyki spożycia i legalizacji marihuany. Nowy Komisarz ds. Narkotyków w administracji Baracka Obamy, Gil Kerlikowski, chce zmienić rządową strategię w zwalczaniu produkcji i handlu narkotykami. Agresywną retorykę, powodującą u mieszkańców Ameryki poczucie permanentnej wojny (słynna „wojna z narkotykami”) Kerlikowski proponuje zastąpić łagodniejszym dyskursem na temat szkodliwości zażywania narkotyków. Uważa, że zjawisko dotyczy zdrowia obywateli, a nie spraw kryminalnych i chce, by zamiast karać użytkowników i dilerów, leczyć uzależnionych i zajmować się rzetelną profilaktyką uzależnień.

Anna (30 lat, terapeutka w Zakładzie Karnym w Warszawie):

- Zgadzam się, że karanie za marihuanę więzieniem jest błędem. Uważam, że – zamiast finansować zakłady karne – lepiej byłoby finansować rzetelną edukację na temat działania narkotyków. Podkreślam – rzetelną. Obecnie w ramach profilaktyki najczęściej „używa się” grożącego młodzieży w szkołach starego narkomana. To raczej śmieszy i napędza koniunkturę dilerom, niż rzeczywiście odstrasza.

Uważam, że legalizacja marihuany byłaby mądrym posunięciem. Opłaca się państwu – jeśli przejęłoby kontrolę nad uprawą i handlem, pieniądze z podatków mogłyby zostać przeznaczone na leczenie uzależnionych i np. stworzenie dla nich miejsc pracy. Dziś te pieniądze trafiają w łapy złodziei i dilerów.

Bardzo ważne też jest, aby legalizacja opierała się na bardzo restrykcyjnie przestrzeganych zasadach. Jak takie zasady działają, można się przyjrzeć na przykładzie Holandii, gdzie marihuana jest legalna – można ją spożywać tylko w wybranych i specjalnie oznakowanych miejscach, ściśle określone są zasady, ile można jej jednorazowo kupić, posiadać itp.

Nie przemawiają do mnie argumenty, że marihuana ma prozdrowotne działanie. Uważam, że w ten sposób usprawiedliwiają swoje zachowania osoby uzależnione. Poza tym proszę zapytać osobę chorą na depresję, czy ma ochotę palić w ramach leczenia? Myślę, że nie. W jednym skręcie marihuany jest tyle substancji rakotwórczych, co w paczce papierosów, a 16% osób palących regularnie choruje na schizofrenię, nawet po 10 latach od odstawienia. Mnie to przeraża bardziej niż uzależnienie od alkoholu. Marihuana jest jednak słabym psychodelikiem. Do końca nie wiemy, jakie może mieć skutki dla organizmu jej spożywanie.



Marihuana jest już legalna w Holandii, w niektórych kantonach Szwajcarii; w Belgii prawo pozwala uprawiać jedną roślinę na użytek własny; w Hiszpanii i Czechach można hodować do 3 roślin; w Rosji legalne jest posiadanie „niewielkich ilości” na użytek własny. Wszystko wskazuje na to, że powszechna legalizacja marihuany to tylko kwestia czasu.


Marianna Kalinowska

http://kafeteria.pl/felieton/marihuana-buchem-w-prawo-a_885

Link to comment
Share on other sites

Mnie najbardziej zaszokowały informacje o krajach w których dozwolone jest posiadanie, uprawa. Nie wiedziałem, że jest ich aż tyle. Jeśli tyle krajów poradziło sobie z tym to czemu w Polsce cisza? Czy my zawsze musimy być na końcu?

Link to comment
Share on other sites

Pomijając ten fragment:

Pani Ania napisał/a:

W jednym skręcie marihuany jest tyle substancji rakotwórczych, co w paczce papierosów, a 16% osób palących regularnie choruje na schizofrenię, nawet po 10 latach od odstawienia.

To artykuł całkiem, całkiem pozytywny :happy:

Artykul dzieki temu staje sie obiektywny, a obiektywizm rodzi poniekad jakby zaufanie czytelnika. Poza tym, nie da sie ukryc, ze mimo wszystko marihuana jest szkodliwa, ale - jak zostalo to zauwazone w artykule - nie bardziej niz alkohol czy papierosy.

Denerwuja mnie tylko komentarze, mowiace, ze marihuana zabija szare komorki, poniewaz jest to nieprawda. To alkohol zabija szare komorki, a THC jedynie blokuje receptory, a po odstawieniu marihuany na pewien czas, wszystkie receptory sa odblokowywane.

Link to comment
Share on other sites

Może masz racje ale strasząc schizofremią (co wcale nie jest tak jak w artykule, ponieważ trzeba mieć podatność na tą chorobe etc, etc..) ludzie myślą, że jak to będzie legalne to 16 % społeczeństwa będzie schizfremikami to wiadomo, że za legalizacją nie będą. Opinia musi być obiektywna, żeby stała się wiarygodna ale po co ściemniać? Można po prostu powiedzieć, że marihuana palona dla zabawy może mieć różne skutki uboczne a nie od razu straszyć schizofremią. To samo dotyczy się tego, że jeden joint ma tyle samo substancji rakotwórczych co paczka papierosów. Przepraszam bardzo ale mi się wydaje, że paczka jointów (i mówię tutaj o czyściochach) ma tyle substancji rakotwórczych co jeden papieros..

Link to comment
Share on other sites

Z ta schizofrenia to rzeczywiscie chyba jednak troche przesadzili, ale co do zawartosci substancji smolistych w marihuanie - jest wieksza niz w papierosach, nie da sie ukryc, ale co wazne, dym marihuanowy wywoluje znacznie mniejsze ryzyko powstania nowotworu ukladu oddechowego niz dym tytoniowy. Poza tym, nawet nalogowy palacz nie wypali tyle ganji w ciagu dnia co papierosow.

Inna sprawa jest to, ze sa takie urzadzenia jak vaporyzery, dzieki ktorym nie wdychamy zadnej "smoly". Mozemy takze ganje przyjmowac droga pokarmowa, wiec mysle, ze ten argument mozemy przeciwnikom legalizacji wytracic z rak.

Link to comment
Share on other sites

Artykuł bardzo dobry, szkoda że przekłamane jeśli chodzi o schizofrenię :) Wklejam mój komentarz, może komuś się przyda, myślę że daje rade:

Ludzie co wy macie z tymi komórkami ???? Po 1 Marihuana NIE ZABIJA SZARYCH KOMÓREK tylko blokuje specjalne receptory kannabinoidowe które poza związkami pochodzącymi z marihuany łączą się ze związkiem naturalnie przebywającym w organizmie czyli anandamidem, który wytwarzany jest przez organizm w stanie snu lub głębokiego relaksu. Dalej: marihuana powoduje blokowanie tych receptorów poprzez nadkładanie się THC w organizmie, jednak jeśli przestaniemy palić one z powrotem się "odblokowują" zaś mózg powraca do poprzedniego stanu. Trzeba tu zaznaczyć, że jakiekolwiek problemy z pamięcią itd mogą się pojawić jeśli palimy regularnie, częściej niż mniej więcej raz w tygodniu.

Jeśli chodzi o same szare komórki:

"Szklanka wódki (250 g) zabija około 1000-2000 komórek nerwowych w

naszym mózgu. Komórki nerwowe się nie regenerują. Ludzki mózg

składa się z około

3 miliardów komórek nerwowych, z czego używamy na co dzień około

10% z nich.

Zatem około 2,7 miliarda komórek jest niepotrzebnych.

Szklanka wódki zabija 1000 komórek nerwowych. Człowiek może bez

obawy o swoje zdrowie wypić 2 700 000 szklanek wódki.

Przeliczamy:

1 butelka (750 g) = 3 szklanki, zatem 2 700 000/3 = 900 000

butelek.

Zakładając, że maksymalny wiek przeciętnego alkoholika wynosi 55

lat, a zaczyna on pić, powiedzmy mając 15 lat, to mamy 40 lat

stażu.

Przeliczamy lata na dni:

40 * 365 = 14600 dni picia.

Jeżeli możemy wypić 900 000 butelek bez obawy o nasze komórki

nerwowe to:

900000/14600 = 62 butelki wódki dziennie!

Wniosek:

Aby umrzeć z braku komórek nerwowych musielibyśmy pić po

22 butelek wódki na śniadanie,

20 - na obiad i

20 - na kolację..."

Więc 1 argument podawany przez "przeciwników" marihuany, którzy, czytając wasze komentarze, podejrzewam nigdy nie widzieli marihuany na oczy (nie mówiąc już o paleniu), mamy obalony.

Aha przy okazji, ludzie ogarnijcie się - NIE MACIE ŻĄDNEGO POJ?CIA O MARIHUANIE TO SI? NIE WYPOWIADAJCIE !! Najpierw obejrzyjcie filmy dokumentalne takie jak: "Superchwast (Superweed)", "The Union, The Business Behind Getting High", poczytajcie artykuły na podstawie badań, a już przynajmniej wpiszcie w Wikipedię "Marihuana". Żeby się wypowiadać w jakimś temacie to wypadałoby mieć jakieś pojęcie. Tu nie chodzi o to czy ty chcesz palić czy nie - chodzi tu o sprawiedliwość, to żę Ty nie palisz i nie zamierzasz nie znaczy że masz być przeciwko legalizacji pozwalając na zamykanie osób które nie popełniają tak naprawdę żadnego przestępstwa. Aha legalizacja. Nie, chyba jednak nie jestem za nią. Jestem za depenalizacją, wprowadzeniem czegoś na styl Holandii, mogłoby to baaardzo poprawić budżet Polski. Nie chcecie depenalizacji? OK. Rozumiem że ktoś jest tak ekstremalnie zacofany że nie rozumie sensu tego. W końcu w "M jak Miłość" albo "Faktach" powiedzieli że po marihuanie zabija się ludzi a po 2 skrętach umiera. Nie zauważacie tego że media i politycy manipulują wami, sposobem waszego myślenia i światopoglądem ? Spoko, każdy może nieświadomie być manipulowanym. Ale pozostaje taka kwestia jak inteligencja i własne przekonanie o prawdzie. Kierując się tym, nikt nie powinien być przeciwny wprowadzeniu w "życie" możliwości posiadania 1 krzaczka w domu i palenia w domu. Niech będzie zakaz posiadania przy sobie i zakaz palenie gdziekolwiek indziej jak w domu. Komu by to przeszkadzało że ktoś uprawia w domu krzaczka na własne potrzeby a potem pali to w domu ? Jeśli ktoś z ma mózg i wszystkie szare komórki (haha!) to chyba zrozumie że lepsze jest palenie swojego "ziółka" niż tego od dilera które nie wiadomo w czym może być nasączone. Poza tym kupując od dilera narażamy się na kontakt z nieznajomymi, często groźnymi osobami. Nie wspominając o tym że zamiast napędzać budżet państwa napędzamy kieszenie mafii i innych osób.

Zakładamy że w Polsce dochodzi do depenalizacji i stworzenia czegoś na styl Holandii. Co teraz? Teraz nałożona jest akcyza, tworzone państwowe uprawy, nowe miejsca pracy dla uczciwych ludzi, coffe shopy ->kolejne miejsca pracy, ludzie nie są zamykani za posiadanie "0,05g", nie mają kontaktu z prawdziwym kryminalizmem. Żyją dalej w spokoju i bez obawy że policja ich zatrzyma, zrobi rewizję osobistą i wyśle do sądu a potem do więzienia. Nie mają wyroku dzięki czemu żyjąc w spokoju mogą znaleźć normalnie pracę.

Czy tak ciężko jest zrozumieć ile to niesie ze sobą pozytywnych skutków ? Ludzie jeśli wy tego nie rozumiecie to oznacza to że to wy jesteście zacofani (bo sorry, ale tak jesteście) a nie jak uważacie - my palacze (ci źli przestępcy) którzy nie potrafią skleić zdania, mózg mają wyżarty i nie potrafią zawiązać sznurówki ;/ Pieniądze z tych zysków mogłyby być przeznaczone na cokolwiek pożytecznego - szkolnictwo, nowe drogi, edukację ludzi w kierunku zażywania narkotyków.

Wraz z depenalizacją trzeba byłoby oczywiście uregulować inne kwestie. Osoby umożliwiające palenie osobom poniżej 18 roku życia powinny być karane surowiej. Choć należy zauważyć że granica 18 roku życia też jest dyskusyjna, ponieważ nieraz 16 letnia osoba ma lepiej poukładane w głowie niż 30 latek. Mimo wszystko palenie w wieku dojrzewania jest niebezpieczne, można powiedzieć iż nieodpowiedzialne. Ale czy to nie jest nasz osobisty wybór? Gdzie ta demokracja, wolność człowieka ?

Kolejna kwestia - marihuana w celach medycznych. Wiecie ile chorób można wyleczyć poprzez zażywanie marihuany, oczywiście w odpowiednich dawkach ? Nawet sobie nie wyobrażacie jak wielka część lekarstw mogłaby być zastąpiona, ale dlaczego tak nie jest? Bo wielkie korporacja na to nie pozwolą, dysponując takimi pieniędzmi są w stanie przekupić każdego polityka. Dopiero gdy ludzie zrozumieją że należy działać w celu wyzwolenia człowieka a nie w celu zdobycia jak największej ilości pieniędzy ludzie będą naprawdę wolni i będą mogli decydować w pełni za siebie.

Kolejna sprawa. Marihuana zwiększa możliwość zachorowania na schizofrenie. Tak, jest to prawda. Ale to co pani terapetuka napisała, że 16% palaczy jest chorych na schizofrenię jest najzwyczajniej w świecie bzdurą. Znam kilkadziesiąt osób palących marihuanę i żadna z nich nie jest chora na jakąkolwiek chorobę psychiczną. I nie, nie jest to przypadek. Po prostu te 16% to przekłamana cyfra. Wiadomo że jeśli ktoś w rodzinie ma osobę chorą na schizofrenie, a sam pali to prawdopodobieństwo tego że zachoruje również na schizofrenię wzrasta. Mimo wszystko patrząc na osoby palące zarówno krótko i mało jak i na osoby palące kilkanaście lat oraz kilka razy w tygodniu, nie zauważam problemu schizofrenii ani żadnych innych pochodnych chorób.

Dalej, kwestia szkodliwości. Pani Anna stwierdziła ze w jednym skręcie jest więcej substancji rakotwórczych niż w paczce papierosów. Ale zauważmy kilka faktów: przeciętny palacz papierosów wypala 10-20 papierosów dziennie. Przeciętny palacz - 1 skręta na tydzień. Chyba łatwo zauważyć że tydzień palacza papierosów to prawie 2 miesiące u palacza trawki. Mało tego, dym z marihuany jest znacznie mniej rakotwórczy niż dym papierosowy, z tego co pamiętam czytałem artykuł że dym marihuany nie jest w ogóle rakotwórczy, tego jednak nie jestem pewien. Ponadto istnieją takie urządzenia jak waporyzatory czy chociażby shishe które w dużym albo nawet całkowitym stopniu pozbawiają dym substancji smolistych. Hmm, myślę że kolejny argument przeciwników obalony.

Dobra teraz czas na również często podawany kontrargument, mianowicie teoria iż marihuana to wstęp do mocniejszych narkotyków. Zastanówmy się: piłeś kiedyś piwo ? Zapewne tak. I co ? Pijesz teraz dzień w dzień wódkę, mete albo spirytus ? Albo jeszcze lepiej denaturat ? jesteś uzależniony od alkoholu ? Zapewne odpowiesz NIE. Dlaczego więc uważasz że jeśli zapalisz trawkę to NA PEWNO sięgniesz po coś mocniejszego ? Oczywiście logiczne, że jeśli ktoś jest podatny na wpływy towarzystwa, nie dba o zdrowie to może spróbować czegoś mocniejszego. Ale jest to tylko przejaw tego że ma ochotę spróbować czegoś innego. Zależne jest to od jego psychiki, to nie trawa sprawia że on musi coś zażyć mocniejszego.

Mógłbym tak jeszcze pisać i pisać, niestety nie mam w tej chwili czasu. Z chęcią obalę kolejne argumenty, co nie jest zbyt ciężko zrobić biorąc pod uwagę niewiedzę i nieraz totalne zacofanie i zaciemnienie osób przeciwnych legalizacji/depenalizacji/dekryminalizacji. Jeśli ktoś uważa że będąc przeciwnym depenalizacji itp. pomoże komukolwiek, proszę przeczytaj całą moją wypowiedź oraz artykuł jeszcze raz bo najwyraźniej nic nie zrozumiałeś. To prohibicja i chore prawo szkodzą ludziom a nie marihuana.

Na koniec prośba: Nie masz pojęcia o MJ, tylko to co "zauważyłeś" albo "usłyszałeś" albo jeszcze lepiej to co ci powiedzieli w telewizji, nie wypowiadaj się bo tylko zaśmiecasz temat swoim nic nie wnoszącym postem. Pozdrawiam i czekam na ewentualne pytania.

Niestety jeśli ludzie nie rozumieją tego jak jest na prawdę, a swój pogląd opierają na informacja z mediów, polityków i osób nie mających pojęcia o danej sprawie tak długo ludzie będą przeciwni i zacofanie. Wierzenie w to że marihuana to zły narkotyk odbierający zdolność do normalnego funkcjonowania jest jak wierzenie w globalne ocieplenie spowodowane CO2.

PS. Jeśli gdziekolwiek się pomyliłem proszę o sprostowanie, oczywiście z konkretnym uzasadnieniem a nie "bo tak mi się wydaje".

Link to comment
Share on other sites

MaxMan powiedz mi czy widziales komentarz kogos o nazwie "Bzdury..." ? nie ma co sie wypowiadac, otoz dlatego ze dalem swoj komentarz co do tego i to wlasnie jako bzdury... jednak zostal on usuniety dlatego, ze cos im pewnie nie pasowalo za duzo prawdy moze bylo i usuneli. niedawno w UE bylo wspomniane o cenzurze, ale cenzura istnieje caly czas.

Link to comment
Share on other sites

Nie podoba mi sie beznadziejne porownanie palenia trawki do ciezszych dragow z piwem do denaturatu. To tak jak bys przekonywal, ze to, ze palisz trawke z lufki, nie oznacza, ze kiedys bedziesz palil z wiadra.

Zreszta cala wypowiedz traci jakikolwiek sens, gdy przypomnimy sobie jakim narkotykiem jest alkohol. Ano wlasnie, jest on twardym, ciezkim narkotykiem. Zaczales od piwa? Zaczales wiec do twardych narkotykow, a marihuana to narkotyk miekki. Wnioski? Odpowiedzcie sobie sami.

Poza tym ladny komentarz.

Link to comment
Share on other sites

Pilek Wiesz co nie zwracałem uwagi na nicki, wiele komentarzy było rozsądnych i jak najbardziej obiektywnych, ale niektóre były takie że nie wytrzymałem i musiałem odpisać na te BZDURY :zbakany: :joint:

Teraz widzę Twoje ostatnie 2 komentarze, co zrobić, moderator pewnie jest tak samo otłumaniony i nie zgadza się z tymi wypowiedziami więc je kasuje...

Shi Szczerze mówiąc też nie lubię tego porównania ale tylko dlatego że każdy je powtarza, jest takie rozpowszechnione już. Aczkolwiek uważam że jest to dobre porównanie i dość drastyczne :)

Pozdrawiam, trzeba edukować niedoinformowanych to może coś się zmieni :]

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

Guest
This topic is now closed to further replies.
  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...

Important Information

Privacy Policy to insert a link to the Privacy Policy page GDPR - Website only for adults, 18+