Polska marihuana medyczna z polskich upraw? Konfederacja chciała otworzyć rynek dla prywatnych firm, ale Sejm powiedział „nie”
Polscy pacjenci mogą legalnie korzystać z medycznej marihuany, w kraju funkcjonują apteki wydające leki recepturowe na bazie konopi, a cały rynek podlega ścisłemu nadzorowi państwa. Jest jednak pewien paradoks: możliwość legalnego stosowania marihuany w medycynie nie oznacza, że prywatne polskie przedsiębiorstwa mogą po prostu rozpocząć komercyjną uprawę konopi na potrzeby produkcji takiego surowca.
W czerwcu 2026 roku Konfederacja podjęła próbę zmiany tej sytuacji. Ugrupowanie zaproponowało przepisy, które otwierałyby możliwość prowadzenia kontrolowanych upraw również przez prywatnych przedsiębiorców. Nie chodziło przy tym o legalizację marihuany rekreacyjnej ani o swobodną sprzedaż konopi. Propozycja dotyczyła produkcji surowca farmaceutycznego w ramach systemu zezwoleń i nadzoru Głównego Inspektora Farmaceutycznego.
Pomysł ostatecznie przepadł. Komisja Zdrowia rekomendowała odrzucenie poprawek, a 11 czerwca 2026 roku Sejm zagłosował przeciwko nim. Wynik głosowania pokazuje przy tym interesujący podział polityczny: przeciwko rozwiązaniu wystąpiły przede wszystkim ugrupowania tworzące większość rządową, podczas gdy znacząca część Prawa i Sprawiedliwości wstrzymała się od głosu.
Spór jest jednak znacznie szerszy niż dyskusja o samej marihuanie. Dotyczy tego, czy Polska powinna rozwijać własny, silnie regulowany przemysł konopny i farmaceutyczny, czy pozostawić możliwość krajowych upraw w znacznie bardziej ograniczonym modelu.
Konfederacja nie złożyła osobnej „ustawy o marihuanie”
Na początku warto wyjaśnić jedną rzecz, ponieważ w uproszczonych przekazach łatwo o nieścisłość. Konfederacja nie przedstawiła w tej sprawie odrębnego projektu ustawy poświęconego produkcji medycznej marihuany.
Zmiany zostały zaproponowane jako dwie poprawki do rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz niektórych innych ustaw. Projekt rządowy był procedowany jako druk nr 2499, następnie pojawił się druk nr 2610, a poprawki zgłoszone podczas drugiego czytania znalazły się w dodatkowym sprawozdaniu Komisji Zdrowia – druku nr 2610-A.
Ma to znaczenie, ponieważ zdanie „Konfederacja złożyła projekt umożliwiający polskim firmom produkowanie medycznej marihuany” oddaje ogólny sens politycznej inicjatywy, ale formalnie nie jest całkowicie precyzyjne.
Dokładniej należałoby powiedzieć:
Konfederacja zgłosiła do rządowego projektu ustawy poprawki, które miały umożliwić prywatnym przedsiębiorcom prowadzenie w Polsce upraw konopi innych niż włókniste w celu wytwarzania surowca farmaceutycznego.
I właśnie taka zmiana mogła mieć duże znaczenie dla polskiego rynku.
Co dokładnie chciała zmienić Konfederacja?
Treść poprawki nie pozostawia większych wątpliwości co do jej celu.
Konfederacja zaproponowała zmianę art. 49a ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Według przedstawionej propozycji uprawa konopi innych niż włókniste oraz zbiór ich ziela lub żywicy w celu wytwarzania surowca farmaceutycznego mogłyby być prowadzone po uzyskaniu zezwolenia Głównego Inspektora Farmaceutycznego także przez przedsiębiorcę.
Nie chodziło jednak o każdego przedsiębiorcę prowadzącego dowolną działalność gospodarczą.
Projekt wymieniał konkretnie przedsiębiorców działających w formie spółki akcyjnej albo spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Jednocześnie nadal możliwość prowadzenia takich upraw zachowałyby uprawnione instytuty badawcze.
Byłaby to więc istotna zmiana filozofii obowiązujących regulacji: prywatny kapitał zostałby dopuszczony do działalności, która ze względu na charakter produkowanego surowca pozostawałaby jednak pod szczególnym nadzorem państwa.
To nie miała być wolna amerykanka
W politycznych sporach dotyczących konopi bardzo łatwo pomieszać trzy zupełnie różne kwestie: legalizację marihuany rekreacyjnej, dostęp pacjentów do medycznej marihuany oraz możliwość przemysłowej produkcji surowca farmaceutycznego.
Poprawki Konfederacji dotyczyły tej ostatniej kwestii.
Nie przewidywały systemu, w którym przedsiębiorca zakłada plantację, produkuje susz i sprzedaje go bezpośrednio konsumentom. Podstawowym warunkiem rozpoczęcia działalności miało pozostawać uzyskanie zezwolenia Głównego Inspektora Farmaceutycznego.
GIF jest organem nadzorującym rynek farmaceutyczny, a działalność związana z wytwarzaniem i importem produktów leczniczych już obecnie funkcjonuje w ramach systemu administracyjnych zezwoleń i kontroli. Sam surowiec farmaceutyczny przeznaczony do sporządzania leków recepturowych i aptecznych wymaga odpowiedniego pozwolenia na dopuszczenie do obrotu.
Propozycja była więc bliższa stworzeniu ściśle regulowanej branży farmaceutycznej niż liberalizacji dostępu do marihuany.
Zezwolenie nawet na dziesięć lat
W projekcie znalazły się również rozwiązania pokazujące, że jego autorzy myśleli o działalności prowadzonej na skalę gospodarczą.
Zezwolenie na uprawę mogłoby zostać wydane na okres nie dłuższy niż 10 lat. Jednocześnie przedsiębiorca miałby obowiązek faktycznie rozpocząć uprawę w określonym terminie.
Według poprawki musiałby zrobić to w ciągu sześciu miesięcy od wydania zezwolenia.
Co więcej, projekt precyzował nawet, co należy rozumieć przez rozpoczęcie prowadzenia uprawy: na terenie obiektu objętego zezwoleniem miały znajdować się rośliny co najmniej w początkowym stadium wzrostu na całej powierzchni przeznaczonej do uprawy.
Takie rozwiązanie mogło ograniczać sytuacje, w których przedsiębiorca zdobywa zezwolenie, ale przez długi czas faktycznie nie prowadzi działalności.
Minimum 1000 metrów kwadratowych
Jeszcze ciekawsza była druga poprawka.
Konfederacja zaproponowała dodanie art. 49b ustanawiającego minimalną powierzchnię uprawy na poziomie 1000 m². Co istotne, dokument bardzo dokładnie definiował sposób obliczania tej powierzchni.
W przypadku tradycyjnych upraw jednopoziomowych uwzględniana miała być łączna powierzchnia stołów uprawowych. W instalacjach wielopoziomowych liczyłaby się natomiast suma powierzchni wszystkich poziomów regałów. Projekt wskazywał również, że do rzeczywistej powierzchni uprawy zaliczane byłyby rośliny znajdujące się na różnych etapach rozwoju – od roślin matecznych i klonów po fazę wegetacji i kwitnienia.
Trudno zatem mówić o rozwiązaniu przygotowanym pod drobne, przydomowe plantacje.
Minimalna powierzchnia sugeruje model profesjonalnej produkcji prowadzonej przez podmioty posiadające odpowiednią infrastrukturę i kapitał.
Dlaczego krajowa produkcja mogłaby mieć znaczenie?
To właśnie tutaj dyskusja przestaje być wyłącznie politycznym sporem dotyczącym marihuany.
Medyczna marihuana jest elementem rynku farmaceutycznego, a w przypadku substancji kontrolowanych sam import również podlega dodatkowym procedurom. GIF wydaje m.in. pozwolenia dotyczące przywozu i wewnątrzwspólnotowego nabycia środków odurzających oraz substancji psychotropowych.
Dopuszczenie prywatnych przedsiębiorstw do krajowych upraw mogłoby zatem – przynajmniej teoretycznie – stworzyć nowy segment polskiego przemysłu farmaceutycznego.
Potencjalne znaczenie takiej reformy można rozpatrywać na kilku płaszczyznach.
Po pierwsze, część wartości związanej z produkcją surowca pozostawałaby w kraju. Powstawałyby inwestycje w specjalistyczne obiekty, systemy kontroli upraw, laboratoria, bezpieczeństwo, przetwarzanie oraz logistykę.
Po drugie, krajowa produkcja mogłaby z czasem ograniczać zależność od zagranicznych dostawców. Nie oznacza to automatycznie niższych cen w aptekach – na końcową cenę wpływa wiele czynników – ale zwiększenie liczby źródeł dostaw może poprawiać konkurencję i odporność rynku.
Po trzecie, wokół takiej produkcji mogłyby rozwijać się kompetencje technologiczne i farmaceutyczne, które później można wykorzystywać również na innych rynkach.
Nie oznacza to oczywiście, że samo uchwalenie poprawki natychmiast doprowadziłoby do spadku cen medycznej marihuany czy powstania dziesiątek zakładów produkcyjnych. Byłoby to jedynie stworzenie prawnej możliwości wejścia prywatnych podmiotów na rynek.
Państwo nadal kontrolowałoby rynek
Jest to szczególnie ważne z punktu widzenia argumentów przeciwników liberalizacji prawa konopnego.
Dopuszczenie prywatnych przedsiębiorców do upraw nie oznaczałoby rezygnacji z kontroli państwa.
Już sam fakt, że działalność wymagałaby zezwolenia GIF, umieszczałby ją w zupełnie innej kategorii niż zwykła działalność rolnicza.
Rynek farmaceutyczny podlega rozbudowanym regulacjom dotyczącym m.in. wytwarzania, importu, dystrybucji i dopuszczania produktów do obrotu. GIF wskazuje, że zezwolenie na wytwarzanie lub import produktu leczniczego jest decyzją administracyjną uprawniającą przedsiębiorcę do prowadzenia takiej działalności.
Debata nie sprowadzała się więc do pytania: „czy pozwolić na uprawę marihuany?”.
Znacznie trafniejsze pytanie brzmi:
czy w kontrolowanym przez państwo systemie farmaceutycznym należy dopuścić do produkcji surowca również prywatne polskie przedsiębiorstwa?
Komisja Zdrowia: odrzucić
Poprawki nie uzyskały jednak poparcia Komisji Zdrowia.
Sejm skierował projekt ponownie do komisji po drugim czytaniu 9 czerwca 2026 roku. Dzień później Komisja Zdrowia rozpatrzyła zgłoszone propozycje.
Przy obu poprawkach Konfederacji w oficjalnym druku nr 2610-A znalazła się rekomendacja: „odrzucić”. Jednocześnie zaznaczono, że obie poprawki powinny zostać poddane pod głosowanie łącznie.
Ostateczna decyzja należała jednak do całego Sejmu.
11 czerwca 2026 roku zapadła decyzja
Do głosowania doszło 11 czerwca 2026 roku podczas 59. posiedzenia Sejmu.
Wicemarszałek prowadzący obrady poinformował, że poprawka nr 1 zmienia brzmienie art. 49a, jest powiązana z poprawką nr 2 i dlatego obie zostaną poddane pod głosowanie razem.
Wynik był jednoznaczny.
Głosowało 439 posłów:
27 było za,
235 przeciw,
177 wstrzymało się od głosu.
Poprawki zostały odrzucone.
Kto zagłosował przeciwko polskim prywatnym uprawom?
Dopiero analiza głosów poszczególnych klubów pokazuje polityczny wymiar całej sprawy.
W Koalicji Obywatelskiej zagłosowało 152 posłów i wszyscy byli przeciw.
W PSL–Trzeciej Drodze oddano 29 głosów – wszystkie przeciw.
W Lewicy zagłosowało 20 posłów – wszyscy przeciw.
W Polsce 2050 głosowało 14 posłów – również wszyscy przeciw.
Przeciw zagłosowało także 14 członków klubu Centrum.
Zupełnie inaczej zachowała się Konfederacja. Spośród jej 15 głosujących posłów wszyscy poparli poprawki. Za zagłosowało także trzech posłów koła parlamentarnego Konfederacji oraz czterech posłów Razem.
Najbardziej nietypowo wyglądało głosowanie Prawa i Sprawiedliwości. Spośród 178 głosujących posłów PiS tylko jeden poparł poprawki, trzech było przeciw, natomiast aż 174 wstrzymało się od głosu.
W praktyce oznacza to, że o odrzuceniu rozwiązania przesądziły przede wszystkim głosy ugrupowań większości rządowej.
Czy można więc powiedzieć, że „rząd był przeciw”?
Takie stwierdzenie wymaga pewnej ostrożności.
Najbardziej precyzyjne jest stwierdzenie, że przeciwko poprawkom zagłosowały kluby tworzące parlamentarne zaplecze rządu, a wcześniej ich odrzucenie rekomendowała Komisja Zdrowia.
To można jednoznacznie potwierdzić oficjalnymi dokumentami i wynikami głosowania.
Nie należy natomiast automatycznie utożsamiać głosowania klubów parlamentarnych z formalnym stanowiskiem Rady Ministrów, jeśli nie wskazuje się osobnego dokumentu zawierającego takie stanowisko.
Politycznie obraz jest jednak bardzo czytelny: propozycja Konfederacji nie znalazła poparcia po stronie większości rządowej.
Co ciekawe, sam rządowy projekt został przyjęty
Po odrzuceniu poprawek Konfederacji Sejm przeszedł do głosowania nad całym rządowym projektem.
Za ustawą bez tych poprawek zagłosowało 238 posłów, przeciw było 20, a 182 wstrzymało się od głosu. Sejm ustawę uchwalił.
Pokazuje to, że konflikt nie dotyczył koniecznie całego projektu dotyczącego przeciwdziałania narkomanii. Jednym z punktów spornych było właśnie rozszerzenie katalogu podmiotów mogących prowadzić krajową uprawę konopi przeznaczonych na surowiec farmaceutyczny.
Spór o marihuanę czy spór o gospodarkę?
Na pierwszy rzut oka temat może wyglądać jak kolejny rozdział wieloletniej politycznej dyskusji dotyczącej marihuany.
W rzeczywistości poprawki otwierają znacznie ciekawszą debatę gospodarczą.
Skoro państwo dopuszcza stosowanie określonego surowca w medycynie, pojawia się pytanie, dlaczego jego produkcja nie miałaby być – przy zachowaniu rygorystycznego nadzoru – dostępna dla profesjonalnych krajowych przedsiębiorstw.
Zwolennicy takiego modelu mogą argumentować, że Polska posiada kapitał, specjalistów, zaplecze rolnicze i farmaceutyczne pozwalające rozwijać tego rodzaju branżę. Jeżeli popyt istnieje, część produkcji mogłaby być realizowana w kraju zamiast opierać się na dostawach z zagranicy.
Przeciwnicy mogą natomiast wskazywać na konieczność zachowania szczególnie restrykcyjnej kontroli nad substancjami odurzającymi, ryzyko nadużyć, problemy z zabezpieczeniem upraw czy potrzebę bardzo ostrożnego rozszerzania liczby podmiotów uczestniczących w takim rynku.
Nie są to argumenty, które należy lekceważyć.
Istota sporu polega jednak na tym, że poprawka Konfederacji nie proponowała zniesienia kontroli. Proponowała zmianę podmiotów, które po spełnieniu wymagań i uzyskaniu państwowego zezwolenia mogłyby prowadzić działalność.
Medyczna marihuana to nie to samo co legalizacja rekreacyjna
Warto również wyraźnie oddzielić tę sprawę od debaty o legalizacji marihuany do celów rekreacyjnych.
Poprawki nie dawały obywatelom prawa do uprawiania konopi na własny użytek. Nie legalizowały sprzedaży marihuany poza systemem farmaceutycznym. Nie tworzyły sklepów z marihuaną ani modelu znanego z państw, które zalegalizowały rekreacyjne używanie konopi.
Przedmiotem regulacji był surowiec farmaceutyczny.
To zasadnicza różnica.
W tym przypadku marihuana jest traktowana nie jako używka, lecz jako materiał wykorzystywany w systemie leczniczym, którego produkcja, przetwarzanie i obrót podlegają szczególnym regulacjom.
Najciekawszy jest gospodarczy paradoks
Cała sprawa prowadzi do interesującego paradoksu.
Polskie prawo może pozwalać pacjentowi otrzymać określony preparat na receptę, aptece – przygotować lek recepturowy, importerowi – sprowadzić odpowiedni surowiec po spełnieniu wymogów, a państwu – kontrolować cały proces.
Jednocześnie prywatny polski przedsiębiorca nie otrzymał zaproponowanej przez Konfederację możliwości wejścia w podstawowy etap tego łańcucha poprzez prowadzenie kontrolowanej krajowej uprawy na zasadach określonych w poprawkach.
To właśnie dlatego debata może wracać niezależnie od stosunku poszczególnych partii do marihuany.
Pytanie o krajową produkcję jest bowiem również pytaniem o bezpieczeństwo dostaw leków, politykę przemysłową, konkurencję, inwestycje i zakres dopuszczalnej działalności prywatnego biznesu w silnie regulowanych sektorach gospodarki.
Poprawki przepadły, ale problem pozostaje
Czerwcowe głosowanie zakończyło konkretną próbę zmiany przepisów. Nie zakończyło jednak dyskusji o przyszłości krajowej produkcji konopi na potrzeby farmaceutyczne.
Fakty są w tej sprawie stosunkowo proste.
Konfederacja zgłosiła dwie poprawki umożliwiające objętym zezwoleniem GIF przedsiębiorcom działającym jako spółki z o.o. lub spółki akcyjne prowadzenie upraw konopi innych niż włókniste przeznaczonych do wytwarzania surowca farmaceutycznego. Zaproponowano minimalną powierzchnię uprawy wynoszącą 1000 m², zezwolenia wydawane na maksymalnie dziesięć lat oraz obowiązek rozpoczęcia działalności w ciągu sześciu miesięcy. Komisja Zdrowia rekomendowała odrzucenie obu poprawek.
11 czerwca 2026 roku Sejm rzeczywiście je odrzucił – 27 posłów było za, 235 przeciw, a 177 wstrzymało się od głosu. Przeciw zagłosowały wszystkie główne kluby stanowiące parlamentarne zaplecze obecnego rządu.
Można więc powiedzieć, że Konfederacja próbowała otworzyć polski rynek produkcji surowca do medycznej marihuany dla prywatnych przedsiębiorstw, ale nie uzyskała zgody większości sejmowej.
I właśnie ten element jest w całej historii najważniejszy.
Nie była to propozycja zalegalizowania powszechnej uprawy marihuany. Była to próba stworzenia regulowanego rynku, na którym polskie przedsiębiorstwa – po uzyskaniu zezwolenia i pod kontrolą państwa – mogłyby produkować surowiec wykorzystywany później w farmacji.
Sejm zdecydował, że na razie takiego otwarcia nie będzie.
Pozostaje pytanie, czy w dłuższej perspektywie Polska utrzyma obecny, bardziej ograniczony model, czy też kolejna próba dopuszczenia prywatnego biznesu do krajowych upraw okaże się skuteczniejsza. Biorąc pod uwagę rozwój rynku medycznej marihuany i szerszą debatę o bezpieczeństwie dostaw produktów farmaceutycznych, temat prawdopodobnie nie zniknie z politycznej agendy.



0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia