Przez dziesięciolecia breeding można było sprowadzić do pozornie prostego schematu: skrzyżować interesujących rodziców, otrzymać dużą populację potomstwa, obserwować rośliny i zachować najlepsze osobniki. Im większe doświadczenie hodowcy i im lepsze „oko” do selekcji, tym większa była szansa na sukces.
Dziś ten model zaczyna się zmieniać.
Nie dlatego, że rośliny nagle przestały wymagać selekcji. Nie dlatego również, że sztuczna inteligencja nauczyła się projektować odmiany na żądanie.