Jump to content
thc-thc.com
ganjafarmer.com.pl
sklep z nasionami marihuany
dutch-passion.com babciaganja.pl thc-thc.com

Search the Community

Showing results for tags 'konopia'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • How to grow hemp for medical marijuana
    • How to start growing cannabis? Basics of hemp cultivation
    • In door - cultivation of hemp in a cultivation tent
    • Out door - cultivation of hemp under the sun
    • Marijuana harvest from cannabis plants
    • Problems with cannabis plant? Diseases and pests
    • Cannabis cloning, plant training and breeding
    • Equipment for growing hemp plants
    • Nutrients for growing hemp plants
    • Cannabis Seeds. Descriptions of cannabis seed strain
  • Now growing - Logs of medical cannabis cultivation
    • In door - hemp logs from under the lamp
    • Out door - hemp logs from the sun
  • Finished - Logs of medical cannabis cultivation
    • In door - completed hemp logs from under the lamps HPS
    • In door - completed hemp logs under LED lamps
    • In door - completed hemp logs under CFL lamps
    • Out door - finished hemp logs from the sun
  • The use of medical marijuana
    • Medical marijuana or cannabis heals
    • Hash, oils, concentrates and other marijuana products
    • Culinary recipes with medical marijuana
    • Marijuana vaporization
  • 4:20 Hemp cafe
    • Chillout zone, any topics
    • Other botany
    • Laughable
    • Seed & Grow Stores
  • Hemp archive of the forum
    • Archive of the forum
  • Recommended stores
    • thc-thc.com
    • grower.com.pl
    • growbox.pl
    • supersativaseedclub.com
    • cbdweed.com
    • www.biotabs.nl
    • dutch-passion.com
    • www.seedstockers.com
    • babciaganja.pl
  • Klub Konopny Trawka's Tematy klubowe

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


AIM


MSN


Strona WWW


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zainteresowania

  1. Ambasadorka

    bananki.jpg

    From the album: Rózne róznosci - wlasnej twórczosci

    Gdy roślina nie wie czym jest?
  2. Istnieje szereg sposobów, jakimi hamować można rozwój szkodników i chorób. Dwiema najważniejszymi i najpowszechniej stosowanymi metodami są biologiczna i chemiczna, zróżnicowane pod szeregiem istotnych względów. W niniejszym artykule opisano ich podstawy i zasady rządzące każdą z nich, a także różniące je kwestie. Przygotowanie: CANNA Research Kontrola chemiczna Do hamowania rozwoju chorób, szkodników i chwastów często wykorzystuje się pestycydy chemiczne. Kontrola chemiczna polega na stosowaniu substancji działających toksycznie (trująco) na problematyczne szkodniki. W przypadku pestycydów chemicznych używanych do zabezpieczania upraw przed szkodnikami, chorobami i zarastaniem przez chwasty mówi się o „środkach ochrony roślin”. Oczywiście ważne jest przy tym, aby wymagająca ochrony roślina sama nie cierpiała wskutek toksycznego wpływu takich środków. Wysiłki mające na celu zabezpieczanie zbiorów zaczęto podejmować wieki temu. Około 1200 roku przed naszą erą Chińczycy zwalczali pasożyty przy pomocy wapna i popiołu drzewnego. Rzymianie stosowali siarkę oraz bitum, czyli substancję uzyskiwaną z ropy naftowej. Od XVI wieku stosowano między innymi pochodzącą z tytoniu nikotynę, a w późniejszych czasach również miedź, ołów i rtęć. Po drugiej wojnie światowej do użytku weszły pestycydy chemiczne z prawdziwego zdarzenia, dostępne dziś na potrzeby rolnictwa i ogrodnictwa w setkach różnych odmian. Pestycydy dzieli się według zwyczajowego przeznaczenia na pięć głównych kategorii. Pierwszą grupą są fungicydy – środki grzybobójcze. Kolejną współtworzą herbicydy – środki chwastobójcze, zwalczające chwasty na skutek wchłaniania przez ich liście lub korzenie. Insektycydy, jak sama nazwa wskazuje, zwalczają szkodliwe owady, natomiast akarycydy chronią rośliny przed roztoczami. Wreszcie nematocydy, służące do hamowania rozwoju atakujących roślinność nicieni. Zalety i wady pestycydów chemicznych Stosowanie pestycydów chemicznych jest szeroko rozpowszechnione ze względu na ich stosunkowo niski koszt, łatwość aplikacji oraz skuteczność, dostępność i trwałość. Pestycydy chemiczne z reguły działają szybko, ograniczając zakres dotykających płodów szkód. Pomimo pewnych poważnych wad pestycydy chemiczne wciąż są powszechnie sprzedawane i wykorzystywane. Przystępujemy teraz do omówienia czterech niekorzystnych cech pestycydów chemicznych. Po pierwsze, pestycydy chemiczne są w wielu przypadkach toksyczne nie tylko dla organizmów będących ich celem, ale i dla innych. Pestycydy chemiczne można podzielić na dwie grupy: selektywne i nieselektywne. Środki nieselektywne są najbardziej szkodliwe: zwalczają organizmy wszelkiego rodzaju – w tym gatunki niegroźne i pożyteczne. Na przykład niektóre herbicydy niszczą zarówno chwasty szerokolistne, jak i trawy. Zwalczanie niemalże wszelkiej roślinności czyni je nieselektywnymi. Oddziaływanie pestycydów selektywnych jest w większym stopniu ograniczone. Pozwalają one pozbywać się jedynie docelowych szkodników, chorób czy chwastów, zachowując przy życiu pozostałe organizmy. Za przykład takowych niech posłuży środek chwastobójczy, który wpływa wyłącznie na szerokolistne chwasty. Taki wyrób może być stosowany między innymi na trawnikach, gdyż nie niszczy traw. Obecnie zapanowanie nad wieloma szkodnikami wymaga zwykle jednoczesnego zastosowania szeregu środków, ponieważ prawie wszystkie produkty są typu selektywnego i jako takie hamują rozwój wąskiego zakresu szkodników. Kolejna wada pestycydów chemicznych wiąże się z odpornością. Pestycydy często utrzymują efektywność wobec szczególnego organizmu tylko przez określony (krótki) czas. Obiekt ich oddziaływania potrafi niekiedy uodpornić się na daną substancję, odbierając stosowanemu środkowi skuteczność. Niepożądane organizmy w rezultacie mutują i stają się odporne. W takiej sytuacji do ich zwalczania trzeba używać innych pestycydów. Trzecią wadą jest akumulacja. Gdy pryskane rośliny są spożywane przez organizm, który w dalszej kolejności staje się pożywieniem dla innego, chemikalia sukcesywnie przechodzą przez ogniwa łańcucha pokarmowego. Stworzenia u jego szczytu – zazwyczaj drapieżniki lub ludzie – są narażone na zatrucie w większej mierze, z powodu nagromadzenia pestycydów w ich układzie. Jednak zjawisko to traci na znaczeniu, jako że pestycydy podlegają wymogowi szybkiego rozkładu, uniemożliwiającego zakumulowanie; środki niemające tej cechy nie są dopuszczane do obrotu. Zilustrowana tu akumulacja należy do wad pestycydów chemicznych. Zwierzęta i ludzie znajdujący się na końcu łańcucha pokarmowego stoją przed większym niebezpieczeństwem uszczerbku na zdrowiu lub utraty życia spowodowanej nagromadzeniem pestycydów we właściwym im systemie. Niemniej znaczenie tej wady maleje w związku z niedopuszczaniem do sprzedaży pestycydów, które nie ulegają rozkładowi w krótkim czasie. Ostatnie i najistotniejsze zagrożenie dotyczy obecnych na zbiorach szczątków i pozostałości pestycydów. Z uwagi na ewentualność spożycia resztek chemikaliów razem z owocami czy warzywami zabrania się pryskania upraw w terminach bliskich rozpoczęciu zbiorów. Resztki pestycydów mogą ponadto przesiąkać do gleby i wód gruntowych, z kolei zanieczyszczona woda mogłaby zostać nieumyślnie użyta do zroszenia roślin lub napojenia zwierząt. Podsumowując, szkodliwy wpływ pestycydów na środowisko naturalne można ograniczać do minimum różnymi sposobami: stosować pestycydy selektywne (nie znacząco szkodliwe dla pożytecznych organizmów); wybierać takie pestycydy, które prędko ulegają rozkładowi; pryskając uprawy uważać, by nie dochodziło do przeniesienia na inne rośliny. Kontrola biologiczna Do sprawowania kontroli biologicznej służą środki trojakiego rodzaju: Makrobiologiczne; Mikrobiologiczne Biochemiczne Poniżej omówiono pokrótce wszystkie te trzy metody. Kontrola biologiczna przy udziale naturalnych drapieżników lub pasożytów (środków makrobiologicznych) Popularność kontroli biologicznej nie jest niczym nowym. W IV wieku przed Chrystusem w Chinach wykorzystywano mrówki jako naturalnego wroga niepożądanych owadów; na południu Chin rozwój szkodników w sadach i paszarniach hamuje się przy udziale mrówek po dziś dzień. Użyteczność pasożytów odkryto znacznie później. Pasożyty to w większości insekty – choćby pasożytniczy gatunek z rodziny oścowatych, jakim jest dobrotnica szklarniowa (Encarsia formosa), żyjąca w stadiach jaja, larwy i poczwarki na żywicielu albo w jego wnętrzu. Skomplikowany cykl rozwojowy tego owada po raz pierwszy opisał na początku XVIII wieku Antoni van Leeuwenhoek. Jednakże od tamtej chwili minąć musiało jeszcze wiele lat, zanim rozpoznano jego potencjał z punktu widzenia hamowania rozwoju szkodników. W roku 1800 Erazm Darwin – ojciec Karola Darwina – ogłosił esej na temat pożytecznej roli, jaką w walce ze szkodnikami oraz chorobami roślin odgrywać mogą pasożyty i drapieżniki. Kontrola biologiczna opiera się na założeniu, że naturalne drapieżniki lub pasożyty są zdolne do eliminowania szkodników. Dlatego z myślą o zapanowaniu nad szkodnikami początkowo sprowadzano ich naturalnych wrogów. Ci, uwalniani w niewielkiej liczbie, po zadomowieniu na nowym obszarze wykazywali się długotrwałą efektywnością. Taką metodę określa się mianem „szczepienia” (ang.inoculation); okresowe wprowadzanie naturalnego drapieżnika nazywa się zaś „zalewaniem” (inundation). Wyróżnia się dwie grupy pożytecznych makroorganizmów: drapieżniki oraz pasożyty. Pasożyty egzystują kosztem innych organizmów; zalicza się do nich larwy dobrotnicy szklarniowej, żyjące wewnątrz larw białych muszek (Aleyrodidae) i zjadające je od środka. Drapieżniki po prostu żerują na innych organizmach; należą do nich biedronki, żywiące się mszycami. Przykłady powszechnie wykorzystywanych środków makrobiologicznych: dobroczynek szklarniowy (Phytoseiulus persimilis) wobec przędziorka owocowca (Panonychus ulmi); dobrotnica szklarniowa wobec białych muszek; dobroczynek wielożerny (Neoseiulus cucumeris) wobec wciorniastków (Thysanoptera). Kontrola biologiczna przy udziale mikroorganizmów (środków mikrobiologicznych) Do polepszenia stanu zdrowia roślin oraz hamowania rozwoju szkodników i chorób przyczyniać się może też szereg pożytecznych mikroorganizmów. Bakterie, grzyby i inne mikroorganizmy wywierają ów dobroczynny wpływ, konkurując o składniki pokarmowe lub przestrzeń, wytwarzając antybiotyki czy po prostu żerując na innych, szkodliwych mikroorganizmach. Środki mikrobiologiczne znajdują również zastosowanie zapobiegawcze, bowiem potrafią czynić rośliny zdrowszymi i silniejszymi. Gdy ma to miejsce, choroby i szkodniki nie atakują roślin – albo następuje to na mniejszą skalę. Tego typu kontrolę rozwoju szkodników nie sposób zaobserwować gołym okiem. Przykłady powszechnie wykorzystywanych środków mikrobiologicznych: grzyb Trichoderma; laseczka sienna (Bacillus subtilis). Ilustracja przedstawia zabarwiony obraz laseczki siennej – powszechnie stosowanego środka mikrobiologicznego – uzyskany za pomocą mikroskopu elektronowego rastrowego (skaningowego). Środki mikrobiologiczne – mikroorganizmy zdatne do celów kontroli biologicznej – potrafią czynić rośliny zdrowymi oraz hamować rozwój szkodników i chorób. Można też używać ich zapobiegawczo. Kontrola biologiczna z wykorzystaniem zasobów pochodzenia naturalnego i feromonów (środków biochemicznych) Oprócz makro- i mikroorganizmów rozwój chorób i szkodników hamują określone zasoby pochodzenia naturalnego i feromony. Kategoria ta jest nader liczna: obejmuje wyciągi z roślin, witaminy oraz roślinne hormony. Także te czynniki działają zapobiegawczo, czyniąc rośliny silnymi i zdrowymi. Feromony służą do wabienia szkodników (owadów) w pułapki. Najczęściej wykorzystuje się do tego celu feromony płciowe (atraktanty) i agregacyjne (skupiskowe). Zalety i wady kontroli biologicznej Pomimo swoich zalet kontrola biologiczna – podobnie jak chemiczna – nie jest wolna od wad. Uwagę poświęcimy tu trzem największym zaletom oraz kilku wadom. Pierwszą zaletę stanowi fakt, że naturalny wróg szkodników może się na danym obszarze zadomowić, co pociąga za sobą efekty długotrwałe. Dużo mniejsze jest w tym przypadku niebezpieczeństwo uodpornienia: szkodniki nie wypracują odporności na zjedzenie. Naturalna kontrola rozwoju szkodników jest silnie ukierunkowana, dzięki czemu dostarcza skutecznego sposobu na zwalczanie konkretnych szkodników. Wadą kontroli biologicznej jest ewentualność opuszczenia obszaru przez naturalnych wrogów. W szklarniach da się jeszcze nad tym zapanować – ale na otwartych polach już nie. Rozprzestrzenienie na obszernym terenie może być przy tym czasochłonne. Kolejny problem: szkodniki nigdy nie zostają w tej sytuacji zwalczone do końca, bo ich naturalny wróg nie utrzymałby się przy życiu, gdyby zniszczył całą populację swojego żeru. Poza tym nie jest możliwe użycie tego środka przed zaistnieniem szkodnika – a to oznacza, że pewne straty w zbiorach są nieuchronne. Niewykluczone, że niebawem – wraz ze sprawnie czynionymi postępami w dziedzinie hamowania rozwoju szkodników metodami biotechnologicznymi – insekty-przeżuwacze takie jak przedstawiona tu barwna gąsienica przejdą do historii. Znajdująca do nich zastosowanie technika sprowadza się do genetycznego modyfikowania upraw w taki sposób, aby same wytwarzały insektycyd czyniący je dla owadów nieatrakcyjnymi albo wręcz zabójczymi. Przykładem rośliny odpornej na insekty jest kukurydza Bt. Jednak nie wszystkie metody biologiczne są całkowicie nieszkodliwe. Nawet naturalne środki szkodzą czasem organizmom, w które nie zostały rozmyślnie wymierzone. Naturalny wróg może też uszkodzić płody, zwłaszcza jeżeli do zapanowania nad szkodnikiem potrzebny jest w dużej liczebności. Wpływ naturalnych wrogów jest zarazem mniej oczywisty niż działanie środków kontroli chemicznej. Toteż kiedy nie sprawdza się metoda biologiczna, wymagana dawka pestycydów chemicznych rośnie, jako że szkodnik zdążył się rozprzestrzenić. Ponadto nie istnieją naturalne metody zwalczania wirusów inne niż usuwanie zarażonych okazów. Kontrola biologiczna pozostaje na etapie rozwoju, podobnie jak chemiczna – wynika to z pojawiania się nowych szkodników (insektów, grzybów, bakterii) oraz postępujących mutacji organizmów. Produkty zapewniające kontrolę biologiczną za pośrednictwem substancji chemicznych naturalnego pochodzenia zaliczane są do środków ochrony roślin, tak jak pestycydy, w związku z czym również podlegają surowym wymogom. Środki ochrony roślin z tej kategorii mogą więc być dość kosztowne. Wnioski Wiele osób sprzeciwia się stosowaniu chemicznych środków ochrony roślin – ale czy takie nastawienie ma oparcie w rzeczywistości? Czy niedomagając, sami nie zażywamy aspiryny? Mrożące krew w żyłach opowieści o ptactwie spadającym z nieba martwym po zjedzeniu pryskanych owadów to już na szczęście przeszłość. Obowiązują ścisłe reguły mówiące o tym, do których upraw nadają się poszczególne pestycydy. Przepisy regulują nie tylko dopuszczenie danego wyrobu na rynek, lecz także dawki oraz sposoby i czas jego aplikowania. Przeprowadzane są również dokładne kontrole. Zapylanie płodów przy udziale trzmieli zrodziło konieczność ograniczenia ilości stosowanych pestycydów. Większość hodowców realizuje proces zintegrowanej ochrony roślin, opisywany następująco: „staranne rozpatrywanie wszystkich dostępnych technik ochrony roślin wraz z dalszym wprowadzaniem w życie odpowiednich środków przeciwdziałających rozwojowi populacji szkodników, utrzymujących intensywność użytkowania pestycydów oraz innych interwencji na ekonomicznie uzasadnionych poziomach oraz redukujących lub ograniczających do minimum zagrożenia dla środowiska naturalnego i zdrowia ludzi. Zintegrowana ochrona roślin kładzie nacisk na uprawę zdrowych płodów przy możliwie minimalnym naruszaniu agroekosystemów oraz promuje wykorzystanie naturalnych mechanizmów hamowania rozwoju szkodników”. W obu przypadkach wiedza hodowcy powinna być wystarczająca do zapanowania nad szkodnikami i chorobami roślin. W pierwszej kolejności hodowca musi zidentyfikować szkodnika. Następnie – rozpoznać sposób, w jaki szkodnik się rozprzestrzenia, i rodzaj szkód, jakie powoduje. Kolejnym krokiem byłoby stwierdzenie, czy możliwa jest kontrola biologiczna, i określenie, jakiej metody należałoby użyć, jaka jest właściwa ilość stosowanego środka i jakich warunków wymaga odniesienie pożądanego skutku – albo: który pestycyd wybrać, jak go stosować i jakie obowiązują ograniczenia. Ostatnimi laty oprócz środków kontroli chemicznej i biologicznej zainteresowaniem cieszą się możliwości ochrony roślin metodami biotechnologicznymi. W tym przypadku zamiast kierować na uprawę specjalne substancje lub naturalnych wrogów szkodników poddaje się ją genetycznej modyfikacji, dokonywanej w taki sposób, aby płód sam wytwarzał substancje czyniące go dla insektów nieatrakcyjnym albo wręcz zabójczym; w efekcie rośliny odpędzają owady samodzielnie. Supermarkety i rządy państw naciskają, aby zamiast chemicznych pestycydów stosować środki kontroli biologicznej. Wszakże konkluzją niniejszego artykułu jest brak rozwiązań doskonałych. Wszystko zależy od sytuacji, uprawianego gatunku, wiedzy hodowców, a nawet warunków pogodowych i stadium rozwoju uprawy. Rozwiązanie doskonałe nie istnieje. Można mówić jedynie o zaletach i wadach takiej czy innej metody; natomiast bez względu na okoliczności ważne jest jej poprawne stosowanie. http://www.canna-pl.com/jak_zapanowac_nad_szkodnikami_i_chorobami
  3. From the album: Konopie na zdjeciach w codziennym życiu - fotografie mojego autorstwa

    Aby zobaczyć wszystkie moje autorskie zdjęcia z Cannabis w tle wystarczy kliknąć w listka

    © Ambasadorka

  4. From the album: Konopie na zdjeciach w codziennym życiu - fotografie mojego autorstwa

    Aby zobaczyć wszystkie moje autorskie zdjęcia z Cannabis w tle wystarczy kliknąć w listka

    © Ambasadorka

  5. From the album: Konopie na zdjeciach w codziennym życiu - fotografie mojego autorstwa

    Aby zobaczyć wszystkie moje autorskie zdjęcia z Cannabis w tle wystarczy kliknąć w listka

    © Ambasadorka

  6. From the album: Konopie na zdjeciach w codziennym życiu - fotografie mojego autorstwa

    Aby zobaczyć wszystkie moje autorskie zdjęcia z Cannabis w tle wystarczy kliknąć w listka

    © Ambasadorka

  7. Zioło z Kolumbii Colombian Gold Colombian Gold szmuglowano z wyżynnych dolin Kolumbii znajdujących się w okolicach równika, na wybrzeżu Oceanu Spokojnego, niepodal Karaibów. Ta specjalna trawa kosztowała w połowie lat ’70 około $60-100 za uncję*. Była pełna nasion, ale nawet pomimo tego, że większość z nich była niedojrzała, biała i bezużyteczna, kilka dobrych zawsze udało się znaleźć. Szczyty były liściaste i miały przepiękny, jasnozłoty kolor. Legenda głosi, że tuż przed osiągnięciem dojrzałości łodygi roślin były miażdżone, co powodowało śmierć. Curing kontynuowano w słońcu i we mgle. Kolor i curing były unikalne, jak też zapach, smak i haj. Zapach przypominał kadzidło sandałowe, był prawie jak mirra. Smak można opisać jako pieprzny cedr. Było to jedno z najbardziej fantazyjnie smakujących ziół na świecie, a haj był równie fantastyczny. Było prawdziwie psychedeliczne, potężne i dające długi lot. Najpierw przychodził doskonały smak, potem druzgocząca świadomość przemiany, a zaraz potem nieporadna ekscytacja i wybuchy ekstatycznego śmiechu. Buzia jak banan i czerwone oczy pokazywały aż za bardzo, kto był pod wpływem tej psychedelicznej trawy. Rośliny z nasion Colombian Gold były w większości z podgatunku sativa. Osiągały średni i duży wzrost outdoor w okolicach 45N równoleżnika (Seattle) i były raczej symetryczne. Czasami symetrię przerywał fakt, że jedna strona przerastała drugą, co skutkowało zaokrąglonym i wypiętym kształtem z czubkiem. Liście były długie i smukłe. Gdy trawa ta była uprawiana w stanie Waszyngton, końcowy produkt był słodką, pikantną sativą, która dojrzewała w 2-3 tygodniu listopada. Haj był porównywalny, ale nie tak dobry jak po Oaxaca Higland uprawianej na tej samej długości geograficznej. Niektóre z roślin przejawiały również tendencję do hermafrodytyzmu. Colombian Red Colombian Red znajdowała się na przeciwnym biegunie od Colombian Gold. Ta nizinna trawa z dżungli (prawdopodobnie z Brazylii) miała ciemnoczerwone, prawie czarne, solidne nuggety złożone z haszu, łodyg, liści i nasion. Aromat był mieszanką aromatów cedru i haszyszu. Na początku lat ’80, Red kosztowała zaledwie $30-60 za uncję, głównie ze względu na wygląd, będąc jedną z najlepszych okazji. Joint dawał się palić tylko do połowy, gdyż potem topił się w palonej żywicy! Dym rozchodził się dobrze po płucach i miał potężny sosnowo-haszyszowy smak. Zanim ofiarę zaatakowała gastrofaza i głęboki sen, doświadczenie składało się zazwyczaj z absurdalnie długich wybuchów niekontrolowanego śmiechu. Najgłupszy obrazek był w stanie wywołać salwy nie do uwierzenia! To była trawa dostępna powszechnie, kiedy wyszły pierwsze filmy z Cheechem i Chongiem. Rośliny z nasion Red były jednymi z pierwszych uprawianych w USA. Nasion było sporo, były średniej wielkości i ciemnoszarego koloru. Kiełkowały i rosły łatwo, kończąc jako produkt, który był bardziej niż adekwatny. Rośliny były niskie, ciemne i krzaczaste z nierównymi i trochę pokracznymi gałęziami, które łatwo łamały się na wietrze. Lokalnie uprawiane odmiany rzadko kwitły obficie, tak więc nie jest pewne, kiedy naprawdę by kończyły. Najpewniej byłby to późny listopad, mówiąc bardzo ostrożnie. Zioło z Meksyku Highland Oaxaca Highland Gold przypominała zasadniczo Colombian Gold, brakowało jej jednak jasnozłotego koloru, ale miała za to fioletowe i czerwone kielichy (calyxes) wystające z jasnozłocisto-brązowo-zielonych szczytów dużego rozmiaru, które były otoczone przez długie, smukłe liście. Paliłem tę odmianę w krótkich okresach na początku lat ’70, a ponownie pod koniec tej samej dekady, płacąc od $40-120 za uncję. Była to jedna z moich ulubionych trawek z powodu zapachu i smaku, który przypominał na palecie bardzo pikantne kadzidło cedrowe i lekko sfermentowane jagody. Działanie było bardzo komfortowe, choć zarazem potężne i psychedeliczne. Zioło to podsycało wiele z fantastycznych imprez, koncertów i wydarzeń tamtej ery, ponieważ prowadziło do bardzo społecznie świadomego doświadczenia i dobrze mieszało się z innymi psychedelikami. To palenie wchodziło z opóźnieniem i dawało długi lot, który wracał falami przez kilka godzin i nie miał sufitu. Jednym z fenomenów, o którym donosili palacze Highland Oaxaca, było peryferyjne zniekształcenie wizualne w stylu kreskówkowych obrazów i kolorów. To wzmacniało z kolei wizualne zakłócenia powodowane przez inne psychedeliki tj. grzyby czy LSD. Oaxaca Highland Gold była prawie czystą sativą, gdy uprawiana w okolicach 45N równoleżnika, outdoor. Była także jedną z najbardziej symetrycznych sativ, które kiedykolwiek widziałem. Rośliny rosły w długie boczne gałęzie od samego dołu, a równy wzrost czynił z tych produktywnych cudeńek choinkę bożonarodzeniową na sam koniec. Ostateczny produkt był bardzo słodkim i pikantnym ziołem najwyższej jakości z odrobiną aromatu owocowo-sosnowego. Nasiona tej odmiany były małe, ciemne i okrągłe, a rośliny przejawiały lekkie tendencje do hermafrodytyzmu, tak więc musiały być nadzorowane w celu powstrzymania zapylenia. Guerrero Ta odmiana z górzystego wybrzeża Meksyku zyskała prawdziwą sławę i miała zielone, pełne nasion szczyty o kształcie włóczni, kosztujące od $60-120 za uncję w 1977. Miała ona pikantny, prawie że leśny aromat, czym różniła się od innych ziół z Meksyku, dając bardzo czysty, metalny haj (head high) i była naprawdę przyjemna w smaku. Nie była tak mocna, jak większość, ale miała swój własny sposób na usatysfakcjonowanie palacza. Krążyła nawet legenda o grupie przedsiębiorców, którzy zaimportowali nasiona z Libanu do Guerrero i uprawiali tam słynną Lebanese Upper Mountain (LUM) od późnych lat ’70 do początku lat ’80. LUM była elektryczna, psychedeliczna, ale nieco uspokajająca. Unikalne zioło, którego chciałbym widzieć więcej naokoło. Nasiona Guerrero były średniej lub dużej wielkości i szarego lub zielonego koloru. Rośliny uprawiane z tych nasion rosły podobnie do innych odmian meksykańskich i kolombijskich: osiągały średni i duży wzrost, były krzaczastymi, produktywnymi roślinami. Guerrero Green była jednym ze źródeł famy cebulowo-czosnkowych szczytów na północnozachodnim wybrzeżu Pacyfiku. Michoacan Brown Spears Odmiana ta pochodziła z wyżynnych dolin Michoacan i była bardzo podobna kształtem oraz teksturą do Guerrero, ale była ciemnobrązowa i miała bardziej pieprzny, pikantny aromat, który przechodził w korę drzewną. Za $40-60 mogłeś kupić uncję pełną nasion w 1975. Mimo że smakowała kiepsko w porównaniu z Guerrero, ta pół-komercyjna trawa była znacznie lepsza od typowej trawy z Meksyku, która była wszędzie. Miała ona bardziej charakterystyczny, pikantny smak od regularnego palenia z Meksyku i dawała przejrzysty haj, który ani nie kształtował tolerancji, ani się nie nudził. Rośliny uprawiane z nasion Michoacan Spears nie były jakieś specjalnie wybitne. Były grube i krzaczaste, ale dojrzewały wcześniej niż kolumbijskie konopie. Czasem były gotowe pod koniec października, ale większość dojrzewała w listopadzie. Nasiona były średniej wielkości i było ich dużo. Tak jak Guerrero, produkowały unikalne połączenie pikatnych zapachów, gdy były uprawiane outdoor na północnozachodnim wybrzeżu Pacyfiku. Tajlandia Highland Thai Highland Thai był absolutnie jednym z najsłodszych i najbardziej owocowych towarów na tej planecie. Delikatne, klejące się od żywicy szczyty z podgatunku sativa, mocno przywiązywane do małych patyczków, należały do najlepszych gatunków zioła. Highland Thai jest, jak mi się wydaje, częściowym źródłem odmiany Haze. Była to jedna z najlepszych sativ uprawianych aż do zakończenia kwitnienia w okolicach 45N równoleżnika. To właśnie stąd wywodzi się Juicy Fruit Thai, która była oryginalną (i bardzo efektowną) częścią P1 mojej własnej hodowli. Juicy Fruit Thai rosła szybko, wysoko i bardzo nierówno. Każdego tygodnia kolejna boczna gałąź eksplodowała, by rosnąć jako konkurencja dla głównej łodygi, stając się tymczasowo główną łodygą, aż nie zaczęła rosnąć inna gałąź. Liście były długie i bardzo smukłe osiągając do 13 zakończeń o głębokich konturach. Juicy Fruit Thai kwitła od 10 do 19 tygodni indoor. Outdoor Juicy Fruit Thai nadawała się do palenia już pod koniec września, ale była wtedy niedojrzała i liściasta. Małe szczyty dojrzewały w październiku i były gotowe w okolicach listopada. Najdłużej udało mi się kontynuować kwitnienie Juicy Fruit Thai outdoor do połowy grudnia, w szklarni, ale roślina mogła sobie jeszcze trochę podojrzewać. Główną wadą uprawy Highland Thai, poza liściastymi szczytami, był jej hermafrodytyzm. Mimo że udawało się znaleźć bardzo mało nasion, a rośliny z nich uprawiane produkowały ich równie mało, cały produkt był hermafrodytyczny. Wiele z męskich kwiatów było sterylnych u niektórych z roślin lub na niektórych ich częściach. Ze wszystkich odmian, z którymi pracowałem na 45N równoleżniku, Thai była jednym z najpotężniejszych ziół. Ten towar był czystym lotem, ale mentalnie po prostu dewastował, nie miał praktycznie żadnego sufitu. Pewnego razu postanowiłem sprawdzić wraz z moim przyjacielem, doświadczonym palaczem, jak daleko można się posunąć z uprawianą domowo Juicy Fruit. Przypominam sobie, że dałem radę wypalić 14 chmur z bonga i nie byłem w stanie palić dalej. Moja koordynacja i zasięg percepcji były tak usmażone, że byłem fizycznie niezdolny do podniesienia bonga! To doświadczenie rywalizowało z zarzuceniem zbyt dużej dawki LSD, powodując psychedeliczne zawieszenie. Tak, było to również niesamowicie przyjemne, odprężające i pouczające w tym samym czasie. Przez dwa dni świeciły mi się potem oczy. Aromat przypominał supersłodki, owocowy, tropikalny punch, co dobrze przechodziło w smak. Chocolate Thai Chocolate Thai był zupełnie inną rzeczą. Chocolate Thai przychodził jako większe, zapakowane patyki o głębokim, bogatym kolorze palonej kawy i kawowo-czekoladowym aromacie, który był niebiański. Pozostaje moim niepewnym przypuszczeniem, że Chocolate Thai był odmianą nizinną. Importowany produkt był unikalny nie tylko pod względem zapachu i smaku, ale także mocy. Dawał oniryczny, leniwy, narkotyczny haj, który miał esencję i trwał długo. Aromat przypominał bardzo wyrazistą ciemną czekoladę. Nasiona, z których wiele było czarnych, miały bardzo mały rozmiar i były okrągłe. Było ich mało i tylko niewiele z nich kiełkowało. Rośliny, które z nich rosły, były bardzo trudne w uprawie i wszystkie były hermafrodytami. Liście były długie, ciemne, smukłe i bardzo wcześnie pokrywały się trichomami. Odmiana ta została z sukcesem skrzyżowana z Oaxaca Highland, by dać hybrydę znaną jako Purple Thai. Zioło z Wietnamu Było trochę palenia z Wietnamu w latach ’70, ale głównie wcześnie ciętego i pełnego źle curingowanych liści. Jednak miała ona swój własny charakter w postaci pikantnego, cytrusowego smaku i wyrazistego haju. To był wspaniały joint, ale nigdy jej nie zasiałem. Słyszałem jednak plotki, że wietnamskie odmiany były kultywowane w Szmaragdowym Trójkącie w latach ’70 i wczesnych ’80. Zioło maczane w opium Pewien składnik był dodawany do niektórych ładunków z Tajlandii w latach ’70: „wczesna woda”. Był to produkt uboczny handlu heroiną, jako że wczesna woda była wodą pozostałą z syntezy heroiny z czystego opium. Zawierała ona wszystkie składniki opium poza samą heroiną, która pozostawała tam w bardzo małej ilości. Suszące się szczyty Thaia były moczone w tej wodzie, by zostać wysuszone ponownie, lecz tym razem z wszystkimi alkaloidami opium. Ten haj nęcił niektórych, ale zwykle skutkowało to niespodziankami. Dobry moczony towar był przyjemną rzeczą, ale niektóre ze szczytów były zbyt mocne, co powodowało dylemat u palaczy, którzy zaczynali się kręcić w kółko po kilku chmurach. Specjalne zioła Black Magic African To najsilniejsze zioło na świecie. Mimo że paliłem Black Magic zaledwie kilka razy i nigdy nie posiadałem więcej niż jointa, czuję że powinienem o nim wspomnieć. Raz widziałem torbę pełną tej trawy, która należała do kogoś innego. Wyglądała jak gnijący, czarny liść – niektóre liście były dobrze zachowane, ale zgniecione – z dodatkiem czarnego pyłku. Nie miała jakiegoś specjalnego zapachu poza pikantnym, spleśniałym sianem i najlepiej się kręciła w cienkich jointach. Dym był lekko drażniący, ale z bardzo głębokim, bogatym aromatem. Przypominam sobie również, że zioło to produkowało mnóstwo białego dymu. To było niebezpieczne palenie. Często kwestionowałem, czy była to czysta trawa. Jednak próbowałem tego samego towaru z wielu różnych źródeł w różnych momentach i historia kończyła się zawsze tak samo. To była równikowa Black African, domniemane zioło jakiegoś z lokalnych plemion z grupy Pigmejów, czy innego dziwnego źródła, prawdopodobnie zioło jednego z plemion zamieszkujących Afrykę Centralną. Jeden cienki joint był bardzo ciężki dla 3-4 ludzi. Było to jedno z najbardziej śmiertelnych i odmieniających świadomość ziół, jakie kiedykolwiek paliłem. Nie pamiętam wprawdzie, żebym odpadł lub stracił świadomość, ale musiałem wyluzować, żeby wrócić. Samo wypalenie tej trawy pozwala ci dotrzeć do 3,5 stopnia psychedelicznej skali Shulgina. Nigdy nie udało mi się pozyskać nasion Black African, a próbowałem. Jest to jedna z tych dzikich odmian, z którą chciałbym pracować. Durban Poison Durban osiągnął już dawno pół-komercyjny status. Wszystkie z południowo-afrykańskich ziół, które znalazły się na rynku i których udało mi się spróbować, były nieco zbyt potężne i spidujące. Zawsze dostaję od nich łokotu serca, podobnie jak od trawy jamajskiej. Istnieją jednak ludzie, którzy lubują się w ziołach-rollercoasterach, a Durban jest faktycznie potężnym wyborem. Nasiona Durbana, które sadziłem we wczesnych latach ’80 aż do połowy dekady, rosły w średnie lub wysokie sativy ze szczytami o kształcie włóczni. Były to bardzo podobnie wyglądające rośliny zarówno pod względem struktury, jak też końcowego produktu. Mimo że dobrze produkowały, ich smak był cięty, intensywny, przypominający chemiczny odor, który palił nos i kubki smakowe. Haj był tak samo mocny i zdecydowany, ale niezbyt przyjemny, tak więc Durban został wycofany z dalszej pracy hodowlanej. Zioło z Wenezueli Było na rynku trochę trawy z Wenezueli w połowie lat ’70 za około $50-70 za uncję. To był rodzaj lepszego komercyjnego palenia z Kolumbii lub Meksyku, ale było ono jasnożółtego koloru i nie przychodziło w cegłach, co sprawiało że szczyty były lżejsze od innych sprasowanych pakunków. Palenie było słodkie na wdechu i pikantne na wydechu, dowód na dobry curing. Było również przyjemniejsze od innych komercyjnych odmian. Niestety, nigdy nie byłem w stanie uprawiać żadnego z wielu nasion, które można było w nim znaleźć. Wciąż jestem ciekaw, co by z nich było, zarówno outdoor jak i indoor. Indian Elephant i Buddha Stick Pod koniec lat ’70 i na początku lat ’80 były też małe dostawy patyków z trawą (tied stick) przychodzące z Indii. Patyki te charakteryzowały się większym rozmiarem od Thai Sticków. Buddha Stick był jaśniejszego koloru i był również słodszy z charakterystycznym smakiem jałowca. Był badzo stymulujący podniebienie. Elephant Stick był największym z patyków, dochodzącym do uncji i miał też ciemniejszy kolor. Z tych dwóch preferowałem Buddhę ze względu na bardzej euforyczny i mentalny haj, ale Elephant Stick też był w porządku i miał konkretnego kopa. Byłem w stanie wyhodować trochę z nasion pochodzących z Buddha Stick. Dawały one aromatycznie pachnące zioło ze smakiem lukrecji/jałowca. Większość z roślin miała średni wzrost i była krzaczasta. Również większość, choć nie wszystkie, były hermafrodytami. Były one gotowe do ścięcia po dość standardowym czasie kwitnienia, który wahał się od 10 do 12 tygodni indoor lub pod koniec października, na początku listopada outdoor, na 45N równoleżniku. Wołałem na ten produkt Gin Blossom i uprawiałem go trochę pod koniec lat ’70 i na początku lat ’80. Dopiero gdy udało mi się uzyskać ten sam bukiet w linii Blueberry, wycofałem się z uprawy Gin Blossom. Panama Red Z tego co udało mi się dowiedzieć, Panama Red była efektem upraw zorganizowanych przez podziemnych biznesmenów, którzy zrzucili jarzmo poddaństwa i zaczęli sadzić wielkie ilości nasion Colombian Red w sercu pięknej Panamy lub na graniczących z nią wyspach. Znajdujący się zaledwie 8 czy 9 stopni na północ od równika, ten tropikalny raj graniczy zarówno z Pacyfikiem, co i Morzem Karaibskim i nie dzieli go od nich wiele, ale znajduje się znacznie wyżej nad poziomem morza. Panama Red, do której byłem przyzwyczajony, była podobna do Colombian Red, ale nieco lżejsza, nie tak sprasowana. Miała unikalny, wyspiarski aromat z pikantnym i słodkim uderzeniem na czele, typwym dla sativy. Niektórzy nazywali ją tequilą ziół, jako że dawała ona haj, który szybko likwidował blokady i kreował pożądanie konsumowania więcej, aż było za późno. Dla niektórych pijących Panama Red nie mieszała się zbyt dobrze z alkoholem, ale dla większości był to przyjemny imprezowy haj. Zasadziłem trochę nasion Panama Red przy więcej niż jednej okazji. Rośliny były średniego rozmiaru i były krzaczaste, tak samo jak Colombian Red, ale przejawiały więcej hermafrodytyzmu i kwitły dłużej (12 tygodni indoor, póżny listopad outdoor). Niestety, był to również czas, w którym uprawiałem osławioną Highland Thai i świeżo poznanego Afghana, który był tak nową, unikalną i potężną rośliną, że Panama Red została odrzucona. Haszysz Maroko i Liban Marokański hasz jest północnoafrykańskim klasykiem. Jego kolor może się wahać od głęboko brązowego do złoto-żółtego, a jego smak to pikantna skóra. Niemal cały marokański hasz jest przesiewany i prasowany. Mimo że słabszy od czarnego haszu, ten komercyjny produkt kosztuje mniej i jest dostępny wszędzie od wielu lat. Marokańskie rośliny są krótsze i przystosowane, by rosnąć w małych odstępach, produkując jedną główną łodygę i gruby, zbity szczyt na samej górze. Jest to najwidoczniej krzyżówka sativy z indiką. Czerwony Liban i Lebanese Blond to kolejne krzyżówki sativy z indiką małego wzrostu, ale dużej gęstości. Obydwie z tych roślin są krótsze i bardziej krzaczaste od marokańskich, mają też ciemnoczerwony odcień. Legendarny Czerwony Liban ma swoją własną pozycję. Leb miał charakterystyczny sosnowo-jałowcowy smak i aromat z cytrusowo-pikantną skórą na wydechu. Był ostry w zatokach i jamach nosowych. Większość Czerwonego Libanu była przesiewana i prasowana z wyjątkiem olejku miodowego z Czerwonego Libanu – słynnego oleju, który był dla mnie dostępny około 1973-77 i był klasą samą w sobie. Olej ten miał ostry zapach cedru/jałowca. Był to najpotężniejszy produkt z konopi, który kiedykolwiek uderzył w moje płuca. Kupowaliśmy te szklane fajeczki olejne, ale okazywały się bezużyteczne i nikt nie był w stanie utrzymać nawet chmurki w płucach. Olej trzeba było rozsmarowywać na bletkach, na papierosie lub też spryskiwać nim szczyt żażącego się zioła. Był to naprawdę jeden z najlepszych towarów. Przyrządzane domowym sposobem oleje izomerowane z lat ’80 bladły w porównaniu z wielkim Czerwonym Libanem. Lebanese Blonde, „hasz klasy pracującej”, był haszem niższej klasy od Czerwonego, a duża ilość kosztowała znacznie mniej. Był mniej zbity, co nadawało gramom iluzji wielkości i taniości. Dobry Blonde miał swój charakter, pikantno-drzewny zapach i aromat, a do tego smak kory drzewnej. Haj szedł nieco dalej niż w przypadku Czerwonego, co pogłębiało jego zalety w oczach pracującego ludu. Nepalskie kule świątynne Buddyści mają powiedzenie: „Niech wszystkie żyjące istoty będą szczęśliwe.” Mają również hasz, który to potwierdza: czarne, ręcznie rolowane zwoje ze szczytów Himalajów. Był to jeden z moich ulubionych towarów wszech czasów. Hasz nepalski należy do towarów najbardziej mentalnych. Mocny, ale przyjemny trip, który idzie dalej z każdym buchem. To jeden z najszczęśliwszych haszów, które kiedykolwiek paliłem. W smaku jest on pikantno-owocowo-ziemny, co daje jeden z najbardziej przyjemnych zapachów haszyszowych. Większość z nepalskiego haszu jest rolowana ręcznie, chociaż słyszałem od niektórych podróżników o strefie, w której jest on przesiewany i prasowany. Podsumowując, nepalskie kule świątynne to jeden z najszczęśliwszych, najbardziej owocowych i najprzyjemniej aromatycznych, najwyższej jakości haszy, które kiedykolwiek paliłem. Afganistan i Hindukusz Schodząc w dół z wielkich wyżyn Himalajów na zachód i północ znajdziemy długi łańcuch górzystych przestrzeni, które definiują granice Afganistanu i Pakistanu. To właśnie tam znajduje się mały region znany jako Kaszmir i góry Hindukusz. Ta strefa jest być może najstarszą z produkujących haszysz na świecie, jest prawdopodobnie kolebką haszu. Rośliny tam rosnące należą do podgatunku indica i były manipulowane, hodowane przez ludzi od czasów starożytnych. Niskie, gęste i przysadziste z szerokimi, ciemnymi liśćmi, rośliny te w pełni wykorzystują potencjał wysokogórskiego, krótkiego sezonu. Były one hodowane w celu produkcji dużych ilości dających się łatwo odizolować główek żywicznych idealnych do produkcji haszyszu. Ta strefa wykorzystuje zarówno metodę ręcznego ucierania, jak też przesiewania i prasowania haszyszu. Afghański hasz oraz sama indica dają bardziej senny, uspokajający, narkotyczny efekt w porównaniu z sativą. Dotyczy to także roślin z Afganistanu i Hindukuszu uprawianych na północnozachodnim wybrzeżu Pacyfiku od 1978. Wierzę, że większość z indik powinna być przerabiana na haszysz, co pokazuje ich największe zalety. Pewna ilość nasion Afghana została przemycona do Szmaragdowego Trójkąta w 1978. Komercyjna produkcja tej odmiany zaczęła się bardzo szybko. Mogły istnieć wcześniejsze próby uprawy nasion Afgana w regionie, ale żadna z nich nie trafiła nigdy na otwarty rynek. Wyspy Hawaiian Hawaiian to prawdziwy klasyk. Jest coś specjalnego w dobrej, wyspiarskiej trawce, a Hawaiian należy do najlepszych. Gdy uprawiana w należyty sposób outdoor, ma ona wspaniały i unikalny bukiet pikantnych owoców podobny to słodyczy dobrego Thaia, ale z odmiennym cytrusowym smakiem. Dobre zioło z Hawajów dawało mi zawsze niszczące doświadczenie. Było bardzo psychedeliczne, uwewnętrznione, kontemplacyjne i silnie medytacyjne. Spacer z królem, taniec z królową i zachód słońca na plaży! Ach, Hawaiian! Próbowałem przenieść doświadczenie Hawaiian na stały ląd, zarówno outdoor jak i indoor, ale bez sukcesu. Wszystko co wykiełkowałem z hawajskich nasion okazywało się nawet nie zbliżać do jakości roślin P1. A kontynuowałem te próby przez trzy pokolenia. Produkt z hawajskich nasion był równy średniej jakości szczytom otrzymywanym z nasion kolumbijskich! To doprowadziło mnie do hipotezy na temat Hawajów, że niemal każde nasiono tam uprawiane okaże się unikalne i będzie względnie wysokiej jakości. Hawaje są po prostu jednym z tych specjalnych miejsc, jak sądzę. Wszystkie próby uprawy nasiona Hawaiian zostały porzucone w 1983. Była to jednak piękna i silna roślina, a ponadto dobry producent. Nie była po prostu imponująca, gdy uprawiana poza swoim domem. Jamaican Lion’s Herb Zdarzało mi się bardzo rzadko próbować prawdziwie niezapomnianej trawy z Jamajki. Te rzadkie próbki pochodziły bezpośrednio od przyjaciół, którzy znali lokalnych growerów. To palenie było podobne do doświadczenia z Hawaiian, ale pwodowało zapierającą dech w piersiach ekscytację. Problem, jaki miałem z komercyjną trawą z Jamajki był taki, że była zbyt mocna i spidująca! Jamajka jest znana ze swojego stymulującego zioła, za co mogę ręczyć. To trawa ożywiająca serce i dająca współczucie. Jestem więc bardzo ostrożny z próbkami komercyjnej jamajskiej ganjy. Bardzo w stylu Hawaiian, jamajskie odmiany najlepiej rosną chyba w swoim domu, ponieważ odniosłem znikome sukcesy przy produkcji adekwatnej próbki. Indoor i outdoor, jamajska trawka rośnie i kończy podobnie co średniej jakości Colombian. Być może wszelka wyspiarska trawa jest w tym unikalna. Filipińska Thrilla z Manilli Filipiny to kolejna łańcuch wysepek znanych z produkcji fantastycznej trawy. Raz udało mi się wejść w posiadanie małej ilości filipińskiego zioła pod koniec lat ’70. Miała ona silny cytrusowy aromat, który produkował pikantny dym i mentalny haj. Nigdy nie sadziłem tej odmiany, nie mam więc nic do zakomunikowania. To było jasnozielona, pełna nasion sativa, tak więc być może komuś innemu udało się zyskać jakiś wgląd. DJ Short * uncja = 28 gramów http://magivanga.wordpress.com/2014/08/09/ziolo-dnia-wczorajszego/
  8. Ambasadorka

    Symetria konopi

    © Ambasadorka

×
×
  • Create New...

Important Information

Privacy Policy to insert a link to the Privacy Policy page GDPR - Website only for adults, 18+